Człowiek uczy się od momentu przyjścia na świat. I nieważne, czy jest to pierwszy krok, czy na przykład matura ustna z języka obcego - każda nowo poznana rzecz niesie z sobą cały bagaż doświadczeń, emocji, pragnień i nowych doznań. Swoją naukę rozpoczyna młody człowiek od nauki współgrania ze społeczeństwem - stąd stopniowo poznaje inne dzieci, uczy się zabaw integrujących, uczy się zależności międzyludzkich. Umiejętność życia w grupie przyda mu się na całe życie. Bowiem, jakby się ktoś nie starał - nie żyje się na samotnej wyspie. Uzależnieni jesteśmy od relacji między ludźmi. Jest to zatem jedna z pierwszych poznanych przez człowieka rzeczy. Kontakty takie wzmagają także umiejętność odczuwania empatii, uczy się, co to wspólna radość, zrozumienie, smutek w cierpieniu. Równorzędnie z uspołecznianiem człowieka musi iść w parze jego rozwój indywidualny. A tu już bardzo dużą rolę odgrywają rodzice. Bowiem nie liczy się tylko to, co człowiek dziedziczy w genach, ale jakie zachowania zauważy u swoich rodziców. Mimowolnie będzie ich wtedy naśladował. Jeśli już w dzieciństwie nauczy się co to trudna i ciężka praca i jakie rezultaty przynosi, będzie ją szanował. Jeśli od małego nauczy się wykorzystywać pożytecznie czas, także wyjdzie mu to na dobre. Niemalże niemożliwością jest, aby dziecko widzące rodziców zajętych swoimi pasjami, hobby, nie znalazło czegoś, co i je pochłonie. Dlatego nauka od małego jest taka ważna. I nie chodzi o tzw. "tłuczenie do głowy", ale o naukę i wychowywanie poprzez zabawę, czy właśnie dobry przykład, jaki się samemu daje. Wiele jednak też zależy od indywidualnych predyspozycji dziecka. Dużo rodziców zadaje sobie pytanie: co zrobiliśmy nie tak? Dlaczego ono nie jest takie, jak sobie wymarzyliśmy? Zupełnie niesłusznie. Bowiem nie może być tak, że np. niespełnione aspiracje rodzica rzutują na to, co chciałby, żeby jego dziecko osiągnęło. W ten sposób rodzą się nieporozumienia prowadzące do unieszczęśliwienia zarówno jednej, jak i drugiej strony.